środa, 15 lutego 2012

Malta








Ha, ha, witam z Malty! Mamy internet, a kochany tata pozyczyl swojego laptopa, wiec voila, pisze bloga. Moge, bo dzieci smacznie spia od 17:30!

Ale dzien, ile wrazen. Od poczatku zaczne, czyli od 4:30. Najpierw Grzes odwiozl nas na lotnisko do Leeds. Tak sie pospieszylismy, ze musielismy czekac na otwarcie odpraw. Po wszystkich formalnosciach mielismy jeszcze 2,5 godziny do wylotu. Czekalismy wiec w kawiarni, ogladalismy samoloty, a Romek co jakis czas wspominal, ze tata zostal i ze jemu (Romkowi) nie podoba sie to. Lotu, trwajacego 4 godziny troche sie balam. Zupelnie niepotrzebnie! Nina przespala cala podroz, Romek przespal polowe tego czasu, a Emilka najpierw dokonczyla ksiazke, a potem znalazla sobie kolezanke, z ktora do samego ladowania chichrala sie i doskonale bawila. Nie moglam siedziec ze wszystkimi dziecmi w jednym rzedzie (przez przepisy bezpieczenstwa), ale poza ta niemila niespodzianka caly lot przebiegl wrecz... nudnie. Jeszcze w UK zalatwilam dojazd z lotniska do miejsca, w ktorym nocujemy. Taksowkarz (gadula nie z tej ziemi) obwiozl mnie po "miescie" pokazujac co gdzie jest i opowiadajac tysiac historii i odpowiadajac na moich tysiac pytan.
Mieszkamy w mieszkaniu i jestesmy jedynymi goscmi w kamienicy. Oprocz nas totalna pustka, cisza glucha. Dzieci po spokojnej, fantastycznej podrozy zaczely w domu wydobywac energie zasiedziala przez pierwsza polowe dnia. Bardzo, bardzo spodobal im sie balkon (rzecz zupelnie nieznana w UK) i taras na dachu. Akurat zerwala sie ulewa, gdy wyszlismy na dach - dziewczyny tanczyly w cieplym deszczu. Nie wiem, czy byl on az tak cieply, ale fakt, jak dla nas jest tu calkiem przyjemnie. Chodzilismy dzis w samych bluzach od dresu, bo 12, czy 14 stopni, a do tego slonce, to jak dla nas wiosna pelna geba, chociaz musze przyznac, ze widzialam dzis kilkulatka w kurtce zimowej, czapce i kapuzie na glowie. I wcale sie nie gotowal z przegrzania. No, ale wg naszego taksiarza-gaduly dzis byl dzien chlodny i taki typowo zimowy... Hmm, jak dla kogo! Palmy i kaktusy co krok to jednak mily dla oka widok. A propos widokow: zdjec nie mam wielu, bo dzis sie nie dalo. Ale beda. Przeciez, procz wypoczynku, po to tu jestem, by pstrykac. Zmykam pod prysznic, potem herbatka zielona i tv sobie ogladne (bo z luksusow, to nawet national geographic mam). Do jutra wiec.

3 komentarze:

deKrzychu pisze...

super! widzisz ze dasz rade! :)
ja za to siedze w kraju w baskow, dzis bylem w Zaragozzie i tez mialem sloneczko i 14C :) super jest ta zima :)
bawcie sie dobrze :==

Hania pisze...

Bawcie sie dobrze:) Czekamy na wiecej zdjec z wyprawy;)

dorota pisze...

dzieki! wszystkiego dobrego rowniez.

Współtwórcy