wtorek, 31 marca 2009

Urodziny Niny

Emilka od kilku dni nie mogla sie doczekac urodzin siostry. Codziennie sprawdzala w kalendarzu ile dni jeszcze zostalo do naszego rodzinnego swieta. Sama jubilatka zdaje sie, ze dopiero dzis w zetknieciu z tortem udekorowanym dwoma swieczkami w pelni pojela znaczenie slowa urodziny. Wczoraj urzadzilam jej maly pokaz filmowo - zdjeciowy, by odswiezyc w pamieci niedawno swietowane rocznice - w efekcie Ninka, gdy tylko zobaczyla tort, wziela gleboki oddech i od razu zdmuchnela swieczki. Wprawilo ja to w prawdziwa dume, tym bardziej, ze posypaly sie nasze brawa i glosne "sto lat".


Tort motywem przewodnim nawiazywal do ulubionej bajki. Sprezentowac tez mielismy naszej dwulatce swinie (Peppe), ale juz w samym sklepie okazalo sie, ze Nina jednak bardzo chce lalke - dzidziusia.

Coz sie dziwic, skoro od dzis sama dzidziusiem juz nie jest!



Tata najpierw obtancowal dziewczyny, a potem zamienil sie w smoka i biegal na czworaka zionac ogniem (ogien prosze sobie wyobrazic - przyp. autora):



A dwa lata temu, tuz po narodzinach nasza Ninka wygladala tak:



video

czwartek, 26 marca 2009

Swiatowe zycie salaty

Kupilam salate:


Salata jak salata, prawda? Nie do konca, prosze sie wczytac w metke. Salata pochodzi z Hiszpanii, metka jest po polsku, wiec salata byla pewnie w Pl, a kupilam ja tu.

Ot, logika wspolczesnego swiata...

sobota, 21 marca 2009

Zaprzestac voo - doo

Marzec okazal sie byc miesiacem zlosliwym - glownie dla Matki - pozbawiajac ja wszelkich udogodnien zycia codziennego kobiety pracujacej, a takze przyjemnosci, jaka niesie uzaleznienie od wirtulanego swiata. Ale do rzeczy: jako pierwsza zbuntowala sie zmywarka zmuszajac Matke po raz kolejny do "ukochanej" czynnosci jaka jest moczenie rak w plynie do naczyn. Jakis czas temu Matka wykrzykiwala gromkie huuuraaa, juz nigdy nie bede musiala myc garow. Blad. Nigdy nie mow nigdy. Do spisu obowiazkow domowych doszla Matce godzina dziennie hodowania zylakow przy zlewie.

Na liscie pechowych wydarzen marcowych mial miejsce maly wypadek niedzielny, kiedy to Nina podreptala sama do salonu, spowodowala wielki HUK, po czym wrocila do nas do kuchni i skomentowala lakonicznym "bam!". A w livingu zastalismy obraz jak po gangsterskiej strzelaninie:

Lacznosc ze swiatem zerwana. Netoholicy na odwyk. 1 i 1/2 godziny wieczornych dobranocek dla najmlodszych przepadla. Szkoda, bo Matka w tym czasie miala ustawowy czas na swoje sprawy. Obecnie jednak tych 90 minut przeksztalcilo sie w czas na mycie garow, wiec wlasciwie i tak wszystko jedno...
To nie koniec atrakcji. Na tescie MOT okazalo sie, ze moj samochod wymaga wiekszych napraw i pozwolenia do jazdy na kolejny rok nie dostanie bez uprzedniego zlikwidowania usterek. A ze w porfelu przeciag w tym miesiacu, wiec do kwietnia uziemionam. Przy moim aktywnym trybie zycia oznacza to katastrofe.
A jesli i tego malo, to prosze bardzo kolejne udogodnienie: bank "zapomnial" mi przyslac aktualnej karty platniczej...
No i jeszcze maly smaczek do zestawu marcowego: do stawu z kaczkami wpadla mi zakretka od najczesciej uzywanego obiektywu...
Wobec powyzszego uprasza sie o zaprzestanie praktyk voo - doo nad Matka. Bo do konca marca jeszcze 10 dni zostalo.

wtorek, 10 marca 2009

Grow your own szczypiorek!

Cala Anglia opanowana mania sadzenia. W kazdym sklepie sadzonki, cebulki, nasiona, kwiaty...
Dzis rano pojawil sie u nas wyczekiwany szczypiorek.

piątek, 6 marca 2009

3 am oraz instynkt zabojcy (nie moj!)

O 3 nad ranem budza mnie dziwne dzwieki dochodzace z pokoju obok. To Emilka uczy Nine angielskiego "wlazkotka" pouczajac:

-Nina spiewaj: "Incy wincy spider..."

Nie wstaje, spie dalej. Po pol godzinie Nina wraca do swojego pokoju i zasypia. Ha! To sie nazywaja grzeczne dzieci!


Poza tym dziwnym nocnym przypadkiem wspolnego muzykowania od dluzszego czasu (dzieki Grzeskowi i jego twardemu postanowieniu, ze w nocy sie NIE JE I NIE PIJE) Nina przesypia cale noce bez pobudki. A my w tym czasie delektujemy sie tak prozaiczna przyjemnoscia jaka jest wysypianie sie do woli :-)

W powietrzu czuc juz troche wiosne; kwiaty pojawiaja sie to tu, to tam. Najczesciej tu, w doniczkach na oknie, ale i tak jest bardzo milo i kolorowo, szczegolnie, gdy slonce raczy wyjsc na godzin kilka. Nina daje sie namowic na kucyka od czasu do czasu (zmiana fryzury rowniez w ramach wiosennych szalenstw), Emilka natomiast bardzo by chciala kucyka i "wlosy takie dlugie jak Lila", no ale coz, nie mozna miec wszystkiego, wiec Emi nadal w krotkiej fryzurce sie prezentuje. Zrobilam remanent w szafie Nineczki - 1/3 rzeczy za krotka, za ciasna, za mala. Nina rosnie i trudno uwierzyc, ale juz za 3 tygodnie bedzie miala 2 lata.


Szaleje na ogrodzie, cudnie biega, gra w pilke. Coraz wrazniej mowi, czesto zdaniami 2, 3 wyrazowymi. Ma tez swoje slowa - wytrychy, wsrod ktorych do klasyki gatunku naleza "gula i kokek", czyli pielucha i smoczek. Z atrybutami niemowlectwa trudno sie rozstac, a trzeba...

Duzo czasu spedzamy tylko we dwie.


Mileczka natomiast przezywa renesans przedszkolny! Gdy zbliza sie weekend robi sie prawdziwie smutna - 2 dni bez kolezanek, to zdecydowanie za dlugo! Rozgadala sie po angielsku na dobre, panie przedszkolanki nie mogly wyjsc z podziwu w tym tygodniu i zaczepialy nas, by pochwalic Emilke i opowiedziec o jej postepach jezykowych. Ponoc Emi swobodnie porozumiewa sie ze swoimi przyjaciolkami (ulubiona Lila, Michaela, Sophie i Maisy). My rowniez jestesmy zdumieni, bo gdy pytamy ja o jakiekolwiek slowko po angielsku, to bardzo rzadko zdarza sie by go nie znala.

Rasowy przedszkolak. A juz od wrzesnia uczennica!

Nina i Emi po wyjsciu z przedszkola.

I dziwna sprawa: w Emilce obudzil sie instynkt zabojcy. Calymi dniami wymysla przerazajace historie o tym jak zabic krecika! Robi dla niego trucizne w piaskownicy (przepis jest nastepujacy: woda+piasek+ziemia+torf) i twierdzi, ze musi go koniecznie otruc...

Współtwórcy