poniedziałek, 31 marca 2008

Elementarz

Mama, wyczytawszy wszystkie ksiazki przywiezione i doslane z Polski paczkami, zapisala sie do tutejszej biblioteki. Przy okazji postanowila wypozyczyc jakas pozycje dla starszej corki. I dlugo szukac na polkach nie musiala. W calkiem eksponowanym miejscu biblioteki publicznej w Sheffield (bylo nie bylo niezlego zadupia w UK!) natknela sie na taka oto pozycje:




Ha! Ktoz by pomyslal! Z takiej samej ksiazki uczyli sie Rodzice Emilki. Po latach (wielu!) doceniam piekna szate graficzna elementarza. Zeby teraz tak ksiazki wygladaly...

niedziela, 30 marca 2008

Urodziny Niny

Rowno rok temu przyszedl na swiat ten maly stworek. A My sie na przemian dziwimy, ze bylo to "az rok temu" lub "dopiero rok temu". Bo Ninka byla z nami od zawsze przeciez.

Na scianach wiec zawislo dzis nastepujace haslo:

A nasza dziewczyna urzadzila prawdziwa impreze.

Byl tort ze swieczka, w ktorej zdmuchnieciu pomagala Nineczce siostra.

Wielkim wzieciem cieszyly sie slodkosci.


Ninka stworzyla nawet urodzinowe dzielo technika kredka - sok.

Imprezowanie to jednak meczace zajecie. Ninka lekko zdziwiona zamieszaniem wokol wlasnej osoby wygladala tak:

A teraz slodko spi...

wtorek, 25 marca 2008

Nina - jeszcze niemowle

W ostatnim tygodniu swego okresu niemowlecego Nina zajeta jest cwiczeniem poruszania sie o wlasnych nogach. Niestrudzenie przemieszcza sie pomiedzy pokojem a kuchnia oraz dalszymi zakamarkami naszego domu. Jak widac na zdjeciu powyzej, mine ma przy tym skupiona i powazna, co swiadczy o wielkim zaangazowaniu. Pomaga sobie rekami wyciagnietymi do przodu lub do gory. Rownowage lapie rowniez w inny sposob - trzymajac COKOLWIEK w rece. Daje jej to zludne (ale jakze przyjemne) poczucie asekuracji i wsparcia na wypadek ewentualnego zachwiania postawy. I, podobnie do placebo - dziala!



Ninka nauczyla sie rowniez samodzielnie pic. Butelka musi byc mala i lekka, bo przeciez to nie lada wysilek dla dziecka trzymac rece uniesione wysoko do gory przez dluzszy czas. No, ale jak juz sie cos takiego potrafi, to jest sie chyba duzym dzieckiem.





Drugi dzien swiat minal nam w przemilej atmosferze. Pominelismy element tradycji, jakim jest lanie wody i nie wspominalismy dzieciom o smingusie, przewidujac wielkie problemy z uspokojeniem rozwrzeszczanej i rozbawionej dzieciarni. Moze innym razem, pewnie w cieplejsze swieta i gdy dzieci SAME beda sie mogly przebrac w suche ubrania. Teraz za takie atrakcje dziekujemy!

niedziela, 23 marca 2008

Bure jaja, pomylone swieta i...

Pisanki w tym roku w tonacjach wyjatkowo szaro - burych. Kolorystyka barw brudnych i ziemistych zdominowala malowane jaja. Tematyka rowniez nie nawiazywala do motywow tradycyjnie kojarzacych sie z Wielkanoca - zadnych tam kurczaczkow, jajeczek, zajaczkow, barankow - ma byc nowoczesnie i sponatanicznie.



Nic wiec dziwnego, ze koszyczek do swiecenia wygladal jak wygladal... Nie dosc wspomniec, ze zdobycie koszyka graniczylo z cudem - rdzenni mieszkancy Wysp Brytyjskich z wielkim zdziwieniem obserwowali grupki Polakow zmierzajace w sobotnie popoludnie do kaplicy polskiej w celu poswiecenia jaj i jedzenia. Zwyczaj ten jest tutaj nieznany. Nam udalo sie w ostatniej chwili kupic kwiatek doniczkowy Z KOSZYCZKIEM. Kwiatek wyladowal tam, gdzie jego miejsce, a my cieszylismy sie zdobytym KOSZYCZKIEM.

A wieczorem stala sie rzecz nieslychana: zaczal padac snieg. Pierwszy w tym roku! O 6 nad ranem cale miasto tonelo w bieli. O 9 znow bylo po staremu. Najwazniejsze jednak, ze snieg w tym roku byl. A ze pomylilo sie zimie i nie trafila we wlasciwe swieta...coz, nobody's perfect.

Po sniadaniu wielkanocnym moja corka rzucila sie na suszone sliwki, ktore powoduja CO kazdy chyba wie, w zwiazku z czym, bylam w stanie zrobic takie oto - calkiem zabawne - zdjecie:



Ps. Zapomialam dodac (a powinnam), ze Emi uwielbia jesc wegiel leczniczy "Carbo"...

środa, 19 marca 2008

Najmlodsza Polonia


W poniedzialek spotkalismy sie z Hania i jej gromadka w liczbie sztuk trzech: Zosia, Piotrus, Lukasz (od najstarszego wyliczajac). Dodac do tego moja dwojke i zabawa na calego. Na zdjeciu Ja wygrzebujaca sie spod trojki dziewczyn, za mna czesc meska. Najmlodszy przespal impreze, co mu wybaczone bedzie ze wzgledu na wiek (2mce).
Najstarsze szalaly tak, ze trudno bylo je dogonic, nie mowic nawet o zrobieniu jakiegokolwiek zdjecia. Sredniaki podjadaly ciastka. Ninka kilka kalorii zrzucila spacerujac po Winter Gardens, a potem slodko zasnela zmeczona wysilkiem.

poniedziałek, 17 marca 2008

Multimedia na blogu - proba generalna

video

Od 13 marca Nina zasuwa do przodu, o wlasnych nogach, bez trzymanki glownie, nawet po 8, 9 krokow! To jest to!

Warte odnotowania

Tak, zasluguje to na osobnego posta: dzisiaj zaswiecilo z rana slonce i taki oto, radosny i jasny widok rozposciral sie z moich okien! Wiosna wielkimi krokami nadchodzi!
W chwili obecnej znow jest ciemno i chmurzasto, moze nawet spadnie deszcz, tak wiec tym bardziej nalezy cieszyc sie chwila i podziwiac sloneczne godziny!

Sportowy weekend

Z wyjazdu do Polski pozostalo mi niemile wrazenie wszechograniajacego pesymizmu dotyczacego pogody. Ledwo chmurka zaslonila niebo, a juz sypalo sie zewszad utyskiwanie na aure. Proponuje wszystkim rozzalonym faktem, ze Polska Hiszpania nie jest pocieszyc sie zdjeciem powyzej - oto srodek dnia, okolo godziny 14tej. Obiektyw w aparacie byl czysty, aparat moze nie pierwszej klasy, ale jednak oddaje rzeczywistosc jak nalezy. Taki widok przedstawial sie w sobote nad ta czescia Anglii - wszedobylska, gesta i ciemna mgla.



Dzdzysta pogoda zmobilizowala nas do wyjscia na spacer i usportowienia sie nieco - Emilka dostala swoje pierwsze dwa kolka (ktore w wersji obecnej sa kolkami czterema) i przelamujac liczne psychiczne opory przejechala samodzielnie kilka metrow uzywajac w tym celu jedynie nogi prawej... Technika jest prosta: prawa noga popycha pedal i jedziemy. Nastepnie znow podnosimy pedal prawy do pozycji gornej i znow prawa noga pcha pedal w dol. Itd, itd...

Ogolnie rzecz biorac, bardzo sie Rodzice ucieszyli, bo byc moze ten rower (w przeciwienstwie do trojkolowca, ktory stoi w garazu nietkniety) bedzie nalezycie eksploatowany przez nasza najstarsza.






Rodzice rowniez nie chcieli byc gorsi i postanowili, ze zrzuca pociazowe brzuchy, ktore im narosly w trakcie wlasciwego odzywiania sie w ciazach ;-)

Brzuszki gora!!!


piątek, 14 marca 2008

Krakow

Ostatnie dni spedzilismy w Krakowie. Tata zostal w Anglii, a Mama (sama!!!) wybrala sie z dwojka malenkich dzieci w podroz samolotem do Polski. Celowo podkreslam dramatyzm owego wyczynu uzywajac slow "sama" i "malenkich dzieci", gdyz jest to wyczyn nielada - dwie wielkie walizy, dwa bagaze podreczne, jedno dziesieciokilowe dziecko na rekach, drugie za reke, wokol zamieszanie, ludzie pchajacy sie na poklad, taranujacy wszystkich w celu zdobycia najlepszego miejsca w samolocie (nota bene wszystkie sa identycznie ciasne, tak wiec pospiech nie wiem skad...)

Tak wiec podroz byla wyczerpujaca fizycznie, glownie dla Mamy. Dzieci jednak tez wymeczyly sie sporo - z Katowic trzeba bylo dojechac do Krakowa, co zajelo nam ponad godzine.

W koncu dotarlismy na miejsce. Emilka poczula sie w naszym krakowskim mieszkaniu wysmienicie od razu. Rano otworzyla oczy i ze zdziwieniem stwierdzila "Mamo, jestesmy w Krakowie". Ninie nie przypadlo do gustu ani miejsce, ani czlonkowie rodziny. Przez pierwsze dni poplakiwala, o nocy nie wspominam nawet (!). Na widok babci robila sliczna podkowke, na rece nie chciala isc do nikogo. Opor zostal pomalu przelamany i Nina obdarzyla zaufaniem czesc rodziny, a po 2 dniach czula sie rownie dobrze, co Emilka w nowym srodowisku. Pozwolilo to Mamie na zrealizowanie celu wizyty, ktory byl jasny od poczatku: GABINET DENTYSTYCZNY EVERY DAY!

Nie chce wspominac ile zebow naprawilam i ile przy tym kasy zostawilam panu doktorowi B. Niech pozostanie to slodka rodzinna tajemnica...

Grunt, ze szczeke mam nowa i NADAL SWOJA!



W programie przewidziano rowniez wizyt rodzinne: ponizej Emilka i Nina u dziadka Tadka. Tutaj z ciocia (przyrodnia siostra Mamy) w trakcie rysowania.





A tutaj Ninka razem ze swoimi dwoma dziadkami: Jurkiem i Tadeuszem.


I z babcia Marysia:

A Beatka (bedaca dla obydwu dziewczynek mama chrzesna) chetnie organizowala mini warsztaty plastyczne (tutaj polaczone z gimnastyka na dywnie):



Dziewczynki cwiczyly rowniez samoobrone, smiejac sie przy tym na caly glos:


Niemniej jednak bezkonkurencyjny byl Falek:



A to jest moje ukochane zdjecie z pobytu w Krakowie:


Na koniec jeszcze jedna krotka refleksja: dzieci w Polsce sa makabrycznie przegrzewane! W czasie naszej wizyty bylo 15 stopni celsjusza w cieniu (sprawdzane dla pewnosci na dwoch niezaleznych termometrach!), a dzieciaki (nie tylko noworodki, kilkulatki tez) poubierane w czapki, szaliki i kaptury, mlodsze w spiworach i pod kocami na wozkach... Podlamal mnie ten widok... A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, ze idac raz za taka spacerujaca para mam dotarly do mnie strzepy ich rozmowy: "...a prosze pani, jak moje dzieci choruja, to sie w glowie nie miesci..." No, jesli sie dzieci ubiera pod kalendarz, a nie pogode, to mnie to wcale, ale to wcale nie dziwi. Tez bym pewnie okragly rok zasmarkana chodzila.
No to sie na koniec wymadrzylam nieco, ale jak mowi moj ulubiony aforyzm Leca "Kto sie wymadrza, ten sie wyglupia", wiec niech mi to na poczet wyglupu przypisane bedzie. Amen.

Współtwórcy