czwartek, 14 lutego 2013

Wspomnien troche

Witam, wyspana, ze az milo i nieprzyzwoicie jak na mame noworodka. Spalam dzis 12 godzin, z dwoma krotkimi pobudkami. Rety, swiat sie zrobil jaskrawokolorowy od tego i nawet slonce wyskoczylo przedpoludniowo. Dziewczyny w szkole, Grzes z Romkiem na plygrupie, Ignas spi - mam cisze w domu. Od jutra ferie tygodniowe, bedzie inaczej, gwarniej. Mialam pisac o porodzie. Bylo czekanie na lozko na izbie przyjec (4 dni nerwowy), potem czekalam na polozna od 14 do 20tej, czekalam na znieczulenie (od 14 do 23ciej), az wreszcie po 11 godzinach od "zakwaterowania" w sali porodowej podlaczyli mi obiecana oksytocyne (o pierwszej w nocy). Sam porod trwal krociutko (jak na porod), bo 4 godziny, bolu, jak juz pisalam, nie czulam prawie wcale (poza godzina, gdy znieczulenie przestawalo dzialac i potrzebny mi byl "top - up"). Najgorsze w tej calej hecy porodowej bylo czekanie, niepewnosc kiedy to sie odbedzie, czy bede miec zzo i same zabiegi okoloporodowe - welflony i dziura w kregoslupie, ktore mnie koszmarnie bolaly. Nie wiem dlaczego, ale te rurki w zylach, to przebijanie, celowanie, wpychanie odczulam jakos strasznie mocno i bolesnie. Pewnie ze zmeczenia, zniecierpliwienia i wykonczenia psychicznego. Doprawdy ciezko zachowac nastawienie bojowe i gotowosc do porodu przez 4 dni wyczekiwania. W kazdym razie jest juz po, w mojej glowie uklada sie to juz w calkiem spojny obraz, przyswajam to do wspomnien, porzadkuje i wyciagam lekcje zyciowe. Najwazniejsza z nich jest to, ze jednak bycie grzecznym i cierpliwym nie zawsze poplaca. Dopiero po powaznej rozmowie z jedna z poloznych zaczeto sie nami zajmowac i w przeciagu kilku godzin znalazlo sie dla mnie miejsce na porodowce. Nikogo nie zjechalismy, ale musielismy przeprowadzic bardzo aserywna rozmowe i przytoczyc argumenty pozaporodowe (miedzy innymi fakt, ze mamy 3 dzieci, ktorymi musimy sie zajac i nie mozemy juz czekac). Poskutkowalo. Pomoglo. A ja juz wiem, ze nie moge byc zawsze oaza spokoju... Ze trzeba czasem (kulturalnie, ale jednak) tupnac noga w swojej sprawie. Mysle rowniez o poloznych, ktore sie mna opiekowaly w trakcie calego pobytu w szpitalu. Ze jestem im wdzieczna, ze robily to sprawnie i z sercem. O tym tez mysle, ze porod to taka kobieca sprawa, ze w pewnej chwili w czasie rodzenia weszly do sali 3 ginekolozki, ze byly tez 2 polozne i ze sama ich obecnosc dodala mi mnostwo sil, optymizmu i takiego niesamowitego wsparcia. Wiedzialam, ze one wiedza co czuje i jak czuje. Jestem wdzieczna losowi, ze nie bylo tam faceta ginekologa. Nie wiem dlaczego, ale jakos by mi to przeszkadzalo. Na dzis to tyle.

2 komentarze:

Hania pisze...

Piekne zdjecia:) Ninka jaka ma dumna mine! Jeszcze raz gratulujemy i cieszymy sie z Wami:)

dorota pisze...

No racja, Nina chyba najlepiej sie czuje w roli "malej mamy". Juz niedlugo spotkamy sie, to sobie porozmawiamy dluzej. Mysle o tym weekendzie :-) Caluje rowniez

Współtwórcy