poniedziałek, 11 marca 2013

Misz - masz tresci i zdjec

Chyba wychodzimy z chorob! Ja wlasnie skonczylam antybiotyk, Grzes ma jeszcze tydzien brania peniciliny, ale juz goraczki nie ma, wiec dzis pracuje normalnie. Ignasia zarazilismy, przez co spedzilam w piatek 4 godziny w szpitalu czekajac na decyzje, czy go zostawiaja, czy do domu puszczaja. Stanelo na tym, ze jednak jedziemy do domu i dobrze, bo juz nastepnego dnia byla duza poprawa. Maluchy to jednak maja metabolizm zupelnie inny niz my i tak szybko sie czasem "zbieraja" z roznych chorob. Przy okazji dowiedzialam sie ile Ignas wazy (bo juz mu miesiac zycia stuknal i warto takie rzeczy sprawdzic przy okazji) - 4,600 kg.
Poza tym: ZIIIMNOOOOO. Strasznie, paskudnie, okropnie i ohydnie. Nie da sie z domu wyjsc. Dzis probowalismy z Romkiem spacerowac - po 30 minutach ucieklismy do domu. Wieje tak, ze glowe odrywa. Jakies sniegi prusza, jakies sople z dachu zwisaja. Co to jest?
Troche zdjec dzis dam. Wlasnie maly spi u mnie na rekach, wiec kaleko  to wszystko sie odbywa, ale jak sie go odklada, to drzemka skraca sie do 30 minut max. Jak spi u mnie, to moze nawet i 3 godziny chrapac bez zajakniecia. Nocki juz (po chorobach) duzo lepsze. Budzi sie 3 razy, wiec jak dla mnie, to po prostu fantastyczny wynik. Wiem, moze to dziwne, ale taka ilosc snu mi obecnie wystarcza. Chyba nauczylam sie juz zycia na "niewyspaniu" i narzekac nie moge.
Wiec oto rysunki dzieciakow. Dla Ninki zostalam supermama, potrafie latac, a w oczach mam gwiazdy, a wyglada to tak:


Romka interesuja inne rzeczy, rowniez latajace. Oto jego rakieta, uwielbiam ja!


 I na koniec Emilkowy ptaszek. To juz zupelnie inna "klasa" rysowania. Taka dojrzala. Tez jeden z moich ulubionych rysunkow z tego weekendu:


No i z racji tego, ze ja malutko zdjec robie i malo corek ostatnio na blogu, umieszczam ich podobizne wykonana przez Ninke:

 A tu juz Romek, dzis o poranku, gdy podziwialismy opady sniegu polaczone z wyjsciem slonca:


 A na sam koniec moje szycie, na pierwszy rzut bluzka z dzianiny, z wykroju z burdy:


Tutaj spodnica dla mnie, widac, ze bardziej jestem myslami w lecie niz w zimie... Oj, przyda sie, przyda tego lata! Bez wykroju szyta:


No i jeszcze jedna bluzka (po ciazy nic mi w szafie fajnego nie zostalo, a poza tym biust mam w rozmiarach gigantycznych, wiec stare bluzki nie nadaja sie do noszenia. No!)


 I rekawek od innej, letniej bluzki, ktora zle na wieszaku wyglada, wiec tylko ciekawy rekaw pokaze:

2 komentarze:

Hania pisze...

Kolorowo w szafie teraz masz:) Dzieki za komentarz na tygrysim oku,odpisalam Ci tam ale jeszcze dodam tu cos wiecej. My ciagle chorzy ale mam nadzieje,ze do czwartu juz bede na nogach. Lukasz mial byc w tym tygodniu w szpitalu ale cale szczescie odroczono nam ten wyrok na jakis czas... Dobrze,ze i was wypuscili do domu,i ze Ignas juz zdrowy jest. Mam nadzieje,ze szybko sie zobaczymy:)

dorota pisze...

Zdrowka duzo i oby udalo sie spotkac w czwartek.

Współtwórcy