piątek, 15 czerwca 2018

Targi sztuki

Jadę dziś na swoje pierwsze w życiu targi sztuki. Daleko, 8 godzin drogi autem, do Coburga w Niemczech. Jestem zdenerwowana. Nie targami. Obrazy, ulotki, ramki, dokumenty i wszystko inne, co potrzebne mam już przygotowane. Jestem zdenerwowana tym, że zostawiam dzieci na weekend u mamy. Że zostawiam je pod opieką kogoś innego niż ja sama. Albo Grześ. Myślę o tych wszystkich strasznych, czarnych scenariuszach, nieszczęściach, które mogłyby się przytrafić pod moja nieobecność i sprawić, że moje szczęśliwe życie przestałoby być szczęśliwe raz na zawsze.

wtorek, 12 czerwca 2018

Rowery w Niepołomicach



















W niedzielę spędziliśmy kilka godzin na rowerach w Niepołomicach. Odkryliśmy nowe szlaki i nieznane ścieżki. Największe wrażenie zrobiły na nas rozległe torfowiska położone na przepięknej łące. Ciężko mi obliczyć ile kilometrów udało się nam przejechać, ale całkiem sporo. Ignaś dzielnie dał radę na tych swoich maleńkich kółeczkach, bez przerzutki. On jest dzielny, zahartowany, wysportowany i ambitny, by gonić starszych we wszystkim i nie odstawać od drużyny. Humory nam dopisywały świetne, poza jednym humorem nastoletnim, ale siła naporowa rodziny jest taka, że 5 dobrych humorów zawsze poprawi jeden zły nastrój. Więc i pod koniec wycieczki Emilce przeszło całe nastoletnie poczucie wyobcowania i niedogodności (wcześniej spodnie, rower i włosy były nie takie jak trzeba...)



czwartek, 7 czerwca 2018

Czekamy



A my czekamy aż znów będzie tak. Wspólne jedzenie truskawek na tarasie.

Cały Ignacy

Nie tęsknił za rodzeństwem przez tydzień rozłąki. Brał za to z jedynactwa to, co najlepsze. Często słodkości tylko dla siebie, cały czas na swoje ulubione bajki (bez kompromisów z Romanem), jeździł do przedszkola rowerem i popisywał się przed nami elokwencją oraz talentem estradowym. Cały Ignac!










Wybory, sądy i rozwój własny

Od tygodnia Ignaś jest jedynakiem. Dzieci szkolne pojechały nad morze, dziewczyny znów, a Romek po raz pierwszy. W domu jest cicho, czyściej, bez chaosu. Odpoczywam, bo mama, jak to Grześ trafnie zauważył, to instytucja. Do mnie zgłaszane są wszelkie problemy, uwagi, wątpliwości, sprawy błahe i cięższego kalibru, jestem dla nich poradą i pogotowiem psychologicznym, rozmawiamy o wszystkim i bardzo, bardzo dużo. A ja, jak to ja, chłonę wszystko, uważnie słucham, myślę nad wszystkim, co mi przekazują. Teraz tego wszystkiego nie ma, więc i w głowie więcej miejsca. Chociażby na bloga. Chociaż w sumie, Emilka dzwoni do mnie codziennie. Bardzo mnie to cieszy. Bardzo! Bo wiem, że okazuje mi tym samym zaufanie, że jestem jej potrzebna, pomocna i najzwyczajniej na świecie - ważna. Jak dla mnie, te relacje, to najwyższe wyróżnienie i zaszczyt. I ogromna radość, bo właśnie o tym marzyłam wychowując córkę, córki, dzieci. Żeby będąc osobami nastoletnimi widziały we mnie przyjaciela, osobę godną zaufania, kogoś kto zawsze i wszędzie będzie stał po ich stronie, bez względu na wszystko. Moje doświadczenie życiowe obfituje w inne obrazki, gdzie świat "starych" boleśnie rozjeżdża się ze światem latorośli, gdzie jest brak akceptacji, porozumienia, zrozumienia, dobrej woli, tolerancji, dialogu. Znam smak samotności nastoletniej i "wczesnodorosłej", wiem, jak się żyje bez wsparcia. Nie łatwo.
Na bardzo wczesnym etapie macierzyństwa zrozumiałam jedną prawidłowość, która rządzi wychowywaniem dzieci. Życie każdego dnia stawia rodziców przed wyborami. Są dwie lub więcej form zaspokajania potrzeb dziecięcych. Rodzić w domu, czy szpitalu? Naturalnie, czy przez cc? Karmić piersią, czy butelką? Zostać z maluszkiem w domu, czy zatrudnić nianię? Pojechać na wakacje całą rodziną, czy tylko z mężem? Wziąć do łóżka w nocy płaczące niemowlę, czy dać mu się w samotności wypłakać? Poczekać z nocnikiem na gotowość dziecka, czy konsekwentnie zakazywać korzystania z pieluch? I tak mogłabym mnożyć bez końca te pytanie i możliwe drogi, którymi może podążyć matka. Ale już chyba z grubsza wiadomo, co mam na myśli pisząc o wyborach, przed jakimi staje się bez przerwy będąc rodzicem. I tu dochodzę do sedna: tego, że dorosłe życie jednak różni się od dziecięcego, że takie niepopularne słowa, jak poświęcenie jednak istnieją i że dorosłość i poświęcenie idą w parze pod rękę. Najczęściej jest tak, że interes dziecka nie pokrywa się z interesem rodzica. Ktoś musi ustąpić, wytrzymać, przetrzymać. Żeby dziecku było dobrze, rodzic musi wykonać dodatkową pracę, być ponad tym, ponad własnymi potrzebami, ponad własnymi marzeniami. Musi zrezygnować, musi zrozumieć, że jego własne ja nie jest już najważniejsze, że skończyło się. Że od teraz to ktoś inny jest ponad nim. Oczywiście jedna decyzja podjęta "pod siebie", z myślą o własnym interesie kosztem dziecka nie zepsuje wszystkiego. Ale bardzo ważne jest, by tych decyzji było mniej. By jednak stając przed wyborem to dobro dziecka było absolutnym priorytetem. I te malutkie klocuszki, z których buduje się dzieciństwo swego potomka, te małe wybory codzienne składają się na dobre, spokojne, szczęśliwe dorastanie. Budują osobowość silną, pewną własnej wartości, ciekawą życia i świata. Dziecko, które wie, że jego potrzeby i uczucia są dla rodziców bardzo ważne wyrasta na człowieka, który sam będzie potem z szacunkiem i miłością traktował siebie oraz innych ludzi. Człowiek, któremu od pierwszych chwil życia okazywano lekceważenie, zmuszano do ignorowania własnych potrzeb będzie tak samo traktowało się, jako człowieka dorosłego. Co więcej, będzie miało małe szanse, by dojrzeć, by wyjść z tego absurdalnego kręgu samooszukiwania się, bo prawda o ludziach jest gorzka: niewielu pracuje nad sobą, niewielu doskonali się, widzi własne ułomności i chce (a także potrafi) się zmienić. Łatwiej jest oskarżać świat, innych, życie, los, niż z pokorą przyznać się do błędów. Zresztą pokora, wydaje mi się kluczem do samorozwoju. Pokora rozumiana jako ciągłe przyznawanie się do niewiedzy. Mieć przekonanie co do własnej nieomylności jest według mnie jedynie dowodem na własną głupotę. Nigdy nikt nie dochodzi do momentu w życiu, w którym byłby wszechwiedzący. I warto ciągle to sobie przypominać, wątpić, wahać się, rozważać różne opcje, patrzeć na świat wielowymiarowo i z przeróżnych punktów widzenia. Nie ma i nigdy nie było świata czarno - białego. Istnieją jedynie pewniki (dopóki nikt ich nie podważy...) w postaci wiedzy naukowej, najnowszych i najrzetelniejszych badań naukowych, na których można oprzeć własne sądy. Które i tak trzeba nieustannie aktualizować. Czytając, ucząc się, dowiadując, wątpiąc i pokornie pamiętając o własnej omylności i ułomności.

A teraz idźcie w pokoju. I czyńcie dobro.

Ha, ha

wtorek, 5 czerwca 2018

O czym marzy Ignacy

Podsłuchane.
Igi: jak będę dorosły, to zostanę milionerem.
Romek (z ironią): tak, na pewno!
Igi: takie mam marzenie.
Romek: a ty myślisz, że tak łatwo zostać milionerem?
Igi: mam prawo mieć marzenia!

poniedziałek, 6 listopada 2017

wrzesień i październik na fotach












































































































Współtwórcy