sobota, 19 września 2009

:-)

Piekne zdjecie, prawda? Niestety nie mojego autorstwa. Nie jest to rowniez sentymentalne spojrzenie w archiwa. Fotka sprzed kilku dni.
Przedstawiamy Wam nowego czlonka naszej rodziny. Maluch ma ponad 13 tygodni i okolo 8cm. Po tej stronie brzucha spodziewamy sie go pod koniec marca. Jak narazie rozrabia, rodzice wymyslaja imiona, a siostry dopytuja o kazdy szczegol. Reszta rodziny (niczego nie swiadoma) zostanie zaskoczona informacja w czasie naszej wizyty w Krakowie.

piątek, 18 września 2009

Ninula


Dzis o poranku Nina weszla do naszego pokoju z bardzo waznym pytaniem:
-Czesc! Tato, ktora godzina?
Po uzyskaniu informacji, ze jest nieziemsko wczesna pora (tuz przed 7) Ninka zadala kolejne, latwe do przewidzenia pytanie. Niestety, nie wiedzielismy DLACZEGO jest godzina siodma, a tym bardziej nie wiedzielismy dlaczego sie nas tak wczesnie z lozka zwleka.
Zycie nabralo zupelnie innego rytmu, wakacyjne lenistwo przegonila szkolna rutyna, w ktora Emilka wpasowala sie bezproblemowo. Dla Niny nieobecnosc siostry oznacza wiecej mamy na wylacznosc. Mozemy w spokoju i w tempie dwulatki poczytac ksiazeczki, poopowiadac sobie historyjki, Ninka lubi powtarzac po kilka razy pelne zdania (prawdopodobnie uczac sie w ten sposob prawidlowej skladni), z wielkim przejeciem pyta o uczucia bohaterow (dlaczego ta pani zla? dlaczego dziewczynka placze? dlaczego piesek smutny?), co zreszta zbiega sie w czasie z komunikowaniem wlasnych uczuc - gdy sie na cos zezlosci, to od razu nas o tym zawiadamia: jestem zly! Nie odgadlismy dlaczego zlosc wyraza sie w formie meskiej, ale niech i tak bedzie skoro panna Nina tak woli. Podobne zabawy jezykowe wymyslala przed kilkoma tygodniami - gdy robila sie senna, mowila, ze jest glodna. Gdy byla na gorze, twierdzila, ze jest na dole. Gdy chciala pisak czarny, uparcie prosila o bialy. Itp. Zabawa ta juz sie skonczyla ustepujac miejsca nowej: wcielaniu sie w postaci z bajek i ksiazek. Ninka jest swinka Peppa, Mc Queenem, Myszka Miki, Kopciuszkiem. Gdy nie ma siostry w poblizu niesmialo wciela sie rowniez w postac, ktora po wsze czasy zarezerwowala sobie Emilka, a mianowicie w ksiezniczke Belle (Ninka z lekkim znakiem zapytania w oczach twierdzi: "Jestem troche ksiezniczka Bella"). Pod nieobecnosc siostry sa tez inne proby bycia taka sama jak starsza Emi: Ninula uwielbia jezdzic w foteliku samochodowym Emci.


Od tego tygodnia chodzimy z Ninka na angielska playgroup... przy kosciele anglikanskim (!). Bardzo nam sie tam spodobalo - dzieci maja bardzo duza sale, a w niej cale mnostwo zabawek, poczawszy od plastikowych zjezdzalni, poprzed domki i kuchnie (Ninka fascynowala sie ostatnio pieczeniem pizzy i prasowaniem!), sa rowniez przerozne jezdziki, rowerki, hulajnogi i chyba ze 20 wozkow, a do tego skrzynia lalek. Sa tez 2 duze stoly, gdzie dzieci moga rysowac, kleic i tworzyc do woli. Tak wiec wyposazenie rzeczywiscie imponujace i dajace wiele mozliwosci. Ale chyba wazniejsze niz te wszystkie przedmioty sa ludzie, ktorzy to prowadza. Czas jest zorganizowany: jest teatrzyk kukielkowy, jest czytanie ksiazeczki, jest pora na tanczenie i spiewanie oraz na poczestunek dla dzieci, a potem na kawe i ciasto dla mam. Organizatorki sa bardzo zaangazowane i widac, ze im sie po prostu CHCE...

niedziela, 13 września 2009

Fenomenalna myszka

No musze sobie to na koszulce wydrukowac!

Sukces

Moge oglosic sukces weekendowej akcji. Nina odsmoczkowana! Wczoraj rano tata wyrzucil smoczki do kosza i tym samym oficjalnie zakonczylismy etap "smoczkowy". Ciagnal sie od bardzo dawna, okazji dobrej do zerwania z nalogiem (jak to zreszta z kazdym nalogiem bywa...) nie bylo.


Wytlumaczylismy Nince, ze ma zeby i nie potrzebuje smoczka (hmm, argumentacja moze nie zbyt trafiona, ale jej wystarczyla). Spodziewanej tragedii i placzow nie bylo. Nina ze spokojem przyjela do wiadomosci fakt, ze smoczki sa wyrzucone - kilka razy dopytywala sie gdzie jest smoczek, ale wystarczylo konsekwentnie powtarzac, ze w koszu. Noc rowniez minela bezproblemowo, co oznacza, ze naszemu przerosnietemu niemowleciu pozostal juz tylko jeden z atrybutow: pampersy.


Mielismy wczoraj piekna pogode i - jak widac na zdjeciach - grillowalismy na obiad. Calkiem mozliwe, ze po raz ostatni w tym roku.

Po poludniu przeprowadzilismy kolejny eksperyment. Rodzice wyszli na spacer BEZ DZIECI. Dzieki uprzejmosci Hani i Macka, ktorzy zajeli sie naszymi corkami (wieeelkie dzieki kochani) moglismy spedzic kilka godzin w blogiej ciszy. Dzis bedziemy mogli sie zrewanzowac - Emi i Ninka od rana czekaja na swoich gosci.

A tutaj zdjecie (autorstwa Hani) z wczorajszego spotkania. Dzieci po kapieli w baseniku ogrodowym.

piątek, 11 września 2009

Bukiet


Dostalam dzis najpiekniejszy bukiet na swiecie! Tuz przed szkola Emilka i Nina zebraly kwiaty i powstalo takie oto cudo.
Emilka po pierwszych dwoch dniach w szkole ma sie wysmienicie. Dzis nim zadzwonil dzwonek na lekcje powiedziala do mnie: "Mamo, ty juz idz do domu."
Ma dwie kolezanki, co wyraznie nastawia ja optymistycznie. Nauczycielke maja bardzo sympatyczna i ciepla.
Dodatkowo od 3 dni nie lalo, nie spadla ani jedna kropla deszczu, wiec obled blisko... ;-)
Tak sie nam powodzi!

czwartek, 10 września 2009

SZKOLA!


Emilka juz w szkole.
Odprowadzilismy ja wszyscy - chcemy, zeby pamietala ten dzien, jako cos wyjatkowego. Ubrana w mundurek, z ulubionym plecaczkiem, pamietajacym jeszcze czasy przedszkolne ruszyla do szkoly.


Przed szkola wypatrzyla piekna lake z mnostwem kolorowych kwiatow - pozbierala bukiet dla nauczycielki i zaprowadzilismy ja do klasy. Mine miala poczatkowo nietega, dopiero gdy jej pokazalismy sztalugi i kacik do rysowania poprawil sie jej humor i... zabrala sie za pierwsze szkolne malunki. Dostala buziaka na pozegnanie, a my musielismy sie szybko ewakuowac, by sie Nina lub Mama ze wzruszenia nie poplakaly... Dobrze, ze jedyny Tata zachowal niewzruszone oblicze i trzezwosc umyslu ;-)
Tutaj sa zdjecia:


środa, 9 września 2009

Piknik w ogrodzie botanicznym


Odwiedzilismy dzis w lunchu tate. Oto kilka zdjec ze spaceru po ogrodzie botanicznym, inspirujacym o kazdej porze roku:

Bajeczne kolory!

Ostatni dzien wakacji

Jak przystalo na ostatni dzien wakacji jest pieknie, slonecznie, rzesko troche. Przestalam sie ludzic, ze nadrobie zaleglosci blogowe. Lenistwo zawsze mnie zniewalalo - najgorzej, to mu sie poddac ;-)Po drodze bylo kilka bardzo sympatycznych wydarzen, niektore nawet na zdjeciach uwiecznione: http://picasaweb.google.co.uk/demendecka/OliverUrodziny?feat=directlink
Wczoraj bylismy zapisac Ninke do przedszkola. Miala chodzic juz teraz na kilka godzin, ale okazalo sie, ze jest 200 na "waiting list"... Miejsce jest dopiero na grupie kwietniowej. Rozwiazaniem polowicznym moze okazac sie posylanie jej do innego przedszkola, na krotsze sesje, 2 razy w tygodniu, "prywatnie" (tzn placac za kazda godzine). Chcialabym ja oswoic z tematem przedszkola, z krotkimi rozstaniami ze mna i powoli wdrozyc w swiat odmienny od domowego.




Przy okazji wizyty w przedszkolu dostalismy teczke Emilki - mamy ja przekazac wychowawczyni w szkole. Moglismy poczytac o Emilce, o jej postepach w przedszkolu, o tym kiedy i co zrobila (pierwszy rysunek w przedszkolu, pierwsze pisane wyrazy, pierwsze slowa po angielsku, pierwsze przyjaznie...). Ogolnie po przejrzeniu zawartosci teczki jestem w glebokim szoku. Wyglada to troche tak, jakbym ja sobie tutaj pisala rodzinnego bloga
o moich corkach, a tam w przedszkolu pani przedszkolanka prowadzila podobne zapiski na temat Emilki. W dokumentacji sa zdjecia Emilki, opisy przeroznych sytuacji przedszkolnych, zabaw, spostrzezenia dotyczace rozwoju mowy, postepu w nauce jezyka, postepu w nawiazywaniu relacji z rowiesnikami... Sa tez jej prace plastyczne oraz zdjecia ich (np Emi i jej rysunki kredami na chodniku). W zyciu bym nie podejrzewala pan przedszkolanek o wykonywanie takiej pracy...
A drugiej strony, czytajac te dokumenty lza wzruszenia (nie jedna!) kreci sie w oku i rozpiera nas prawdziwa duma. Niestety musimy teczke oddac do szkoly i pamiatki z niej nie bedzie (prawie) zadnej, wiec zeby sie troche pochwalic i troche ku pamieci przytocze tu kilka cytatow:

*June 2008 - Emi has settled happily into nursery. Emi separates from parents easily.
*July 2008 - Beginning to make friends with Lila using few words in English.
*June 2008 - Emi can write her own name. Also writes some word in Polish (ie Daddy).
*July 2008 - Her English vocabulary is increasing very quickly.
*Emi independently investigates all activities.
*Emi is very creative, making her pictures individual+ unique

A tutaj dwie przykladowe notatki:
"Emi really likes to take her pictures home. She draws them so daddy can have some on his desk at work.
Emi will often carry them around with her."

"Emi follows a change of routine easily. She is very independent ie goes to the toilet, washes hands, collects her lunchbox and goes to the table and sets out her lunch. She enjoys the lunchtime routine and needs no help."

A jutro szkola. Pierwsze dni Emilka ma juz za soba, poznala nauczycielke, kolezanki i kolegow, uczestniczyla w zapoznawczym tygodniu - te przedwakacyjne dni w szkole powinny jej ulatwic start. Duzo sie od tych niespelna pieciolatkow tutaj wymaga - spedzaja w szkole prawie caly dzien (od 9 do 15tej). Przypuszczam, ze Emi bedzie teraz prawdziwie wymeczona po tak dlugim dniu poza domem... My tutaj tez poczujemy pewnie pustke - przez wakacje Ninka i Emi bardzo sie do siebie zblizyly. Rozlaka ma to swoje dobre strony: 6 godzin angielskiego dziennie dla Emi. 6 godzin tylko dla mnie i Ninki - bedzie wiecej czasu na wspolne czytanie ksiazeczek, rysowanie, moze zapiszemy sie na basen, poszukamy fajnej playgroup...
To wszystko juz po powrocie z Polski. Poki co nie mozemy sie doczekac ladowania w Balicach! Juz za 20 dni!!! Nie bylismy w Polsce rok i z reka na sercu twierdze, ze jest to stanowczo za dlugo.

piątek, 4 września 2009

Zaleglosci nie do nadrobienia

W dlugi weekend odwiedzili nas panstwo B. z synami.
Narazie tylko zdjecia:

http://picasaweb.google.co.uk/demendecka/MartaArturSons?feat=directlink

czwartek, 27 sierpnia 2009

Noga i inne potwory

Emi rysuje psa. Nagle stwierdza:
-O nie! Piesek ma 5 nog!
Po chwili znajduje rozwiazanie:
-Nie, to nie jest noga. To sisior.

--------------------------------------

Nina oglada teledysk Nirvany "Smells like teen spirit". Na widok Kurta pyta:
-Co robi ten potwor?

(generation gap?)

sobota, 22 sierpnia 2009

Kupa

Wczoraj przynioslam do lazienki nocnik Nince. Zakomunikowalam, ze tam sie sika i robi kupe. Siadla i... nic.
Dzis rano Nina mowi do mnie: Mamo, chce kupe.
Posadzilam na nocniku i zrobila, co zrobic miala!
Owacjom i zachwytom nie bylo konca ;-)
Kupilam jej zatem paczke majtek i odpieluszamy! Czekamy na pierwsze siku...

Ech to zycie rodzica, taka zwykla kupa, a jak cieszy.
Sami rozumiecie, ze zdjec do dzisiejszego posta nie bedzie ;-)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Fotki z wakacji

Oto zdjecia:

http://picasaweb.google.co.uk/demendecka/WloskaUczta2009?feat=directlink

Wloska uczta

Wrocilismy z wakacji. Ja z zapaleniem ucha (bardzo bolesnym) oraz z leniem nieprawdopodobnym. Mam okolo 500 pieknych zdjec i 50 fajnych filmikow, ale nawet mi sie nimi zajac nie chce...
Pisanie tez mi jak po grudzie idzie.
Po krotce wiec o wyjezdzie.
Bylo tak, jak na Emilkowym obrazku - jezioro, namiot, las, laka, mnostwo przepysznego jedzenia, kapiele codzienne w jeziorze i ogolnie uczta dla wszystkich zmyslow. Wlochy sa piekne, kolorowe bajecznie, a w Lombardii ciepelko tylko ciut wieksze niz w Polsce, wiec klimat do zycia wprost idealny. W trakcie naszego pobytu przydarzyla sie nam niesamowita przygoda. Poznalismy 2 Wlochow mowiacych... PO POLSKU. Rzecz absolutnie niesamowita zwazywszy na 2 fakty:
1) bylismy w prawdziwej dziurze, w miejscu, gdzie turysci pojawiaja sie z rzadka i sa to wylacznie Wlosi
2) z trudem ogromnym udalo sie nam namierzyc w czasie calego naszego wyjazdu Wlocha wladajacego jakimkolwiek jezykiem obcym. Na wszystkich "zaczepianych" przez nas mieszkancow Italii tylko dwojka dukala po angielsko - wlosku. Reszta ani me, ani be...
Tak wiec nasze spotkanie i nawiazana znajomosc wydaja sie byc tym bardziej unikatowe...
A bylo to tak: pierwszy dzien spedzilismy na zwiedzaniu Bergamo. Potem pojechalismy do Spinone al Lago, wsi polozonej nad malowniczym jeziorem (Lago di Endine) otoczonym gorami i lasami. Najbardziej trafny opis pochodzi od Grzeska, ktory zobaczywszy miejsce naszego wypoczynku stwierdzil, ze jest tak pieknie, ze az kiczowato (!)
Rozbilismy sie "na dziko", ale nie do konca na dziko, bo byl dostep do wody, wszedzie bylo blisko (restauracje, piekarnia, kawiarnia) i ludzi tez calkiem sporo przewijalo sie wokolo. Po kilku dniach tuz obok naszego namiotu pojawil sie kolejny. Okazalo sie, ze sa to Michele i Lorentzo wraz z synami. Od razu znalezlismy wspolny jezyk - i doslownie i w przenosni... Michele oraz jego syn Fabrizio zaprzyjaznili sie z nami, codziennie nas odwiedzali, pomogli zalatwic wiele, wydawaloby sie beznadziejnych, spraw i dwukrotnie zaprosili nas do siebie do domu na prawdziwie wloska uczte. Niesamowite przezycie: poznac kogos na samym koncu swiata i zostac zaproszonym do domu na obiad. Michele jest czlowiekiem absolutnie bezinteresownym, o wilekim sercu i... prawdziwej pasji do gotowania. Jego syn (pol Wloch, pol Polak) z checia bawil sie z naszymi dziewczynami, mimo ze roznica wieku nie wrozyla nic dobrego (Fabri ma 11 lat). Wspolne rysowanie, gry w pilke, plywanie w jeziorze, gonitwy, palenie ogniska i mnostwo innych zabaw, ktorych my dorosli nawet nie zarejestrowalismy zajeci rozmowami.
We Wloszech najedlismy sie do syta wspanialej kuchni: pasty, pizze, lody i niezrownanie slodkie i soczyte owoce snia sie nam do dzis po nocach. Michele dal mi mnostwo przepisow na wloskie przysmaki, ktore sa o tyle doskonale, ze przyrzadzenie ich jest banalne, skladnikow jest bardzo malo, a smak potraw wysmienity. Zgadnijcie co jemy od trzech dni na obiad? ;-)
Tak, makarony!
I po krotce to tyle. Nie wiem kiedy wrzuce zdjecia, bo z tym moim biednym uchem czuje sie fatalnie - pol glowy nie moje...

A na koniec pochwale sie mega dealem, jaki dzis zrobilam! Za miesiac jedziemy do Polski. Kupilam dzis bilety dla calej naszej czworki, w dwie strony za cale 32 funty :-)))
Czyli bilet za 4 funty...
Za darmo, zwazywszy, ze cena paczki fajek w UK wynosi cos ponad 5 funtow...
Ech, uwielbiam robic takie dobre interesy!

środa, 5 sierpnia 2009

Ruszamy do Wloch

Jedziemy na wakacje. Poprosilam dziewczyny, zeby narysowaly jak wyobrazaja sobie wyjazd. I oto prosze, u gory rysunek Emilki, a na nim my, z 4 talerzami spaghetti, obok piecze sie rybka na ognisku, sa tez i lody wloskie, winnica, oraz dmuchane zabawki: kolo, pilka, materacyk. No i oczywiscie ruchoma noclegownia: namiot. Obok sloneczka samolot linii Ryan air :-)
A nizej rysunek Nineczki, ktory przedstawia kogos (kogo?) w centrum. Te z wieloma kolkami, to prawdopodobnie pociagi.

Współtwórcy