Albo lepiej: ktory z tych kolesi to Nemo? Zagadke ta probowalismy rozwiklac w pierwszy dzien dlugiego weekendu odwiedzajac w Chester ogromne akwarium. Istnieje okreslenie "delfinarium", ale zupelnie nie pasuje do tego miejsca, bo zamiast delfinow ogladnac mozna bylo rekiny. Ktore to zreszta sa ulubiencami Emilki. Zarazona przez Tate bakcylem nurkowania i miloscia do swiata podwodnego od wielu miesiecy opowiada, ze bedzie nurkowac (koniecznie w rozowym skafandrze!) i ze pozna rekiny. W jej mniemaniu sa to ryby calkiem sympatyczne i mozna sie z nimi zaprzyjaznic.
A wiec, prosze bardzo: oto cudny, tlusty zarlacz. Okazal sie byc zupelnie niegrozny, nie zjadl pletwonurka, nie rzucal sie na inne ryby, a jedynie spokojnie patrolowal swoj teren szczerzac zebiska na prawo i lewo.Tych rekinow nie dotykalimy, ale bylo udostepnione mniejsze akwarium, w ktorym plywaly sztuki malutkie i lagodniutkie, ktore mozna bylo glaskac. Obok rekinow plywaly rowniez bardzo wesole i towarzyskie plaszczki, ktore same podplywaly do krawedzi basenu, wystawialy (chcialoby sie rzec "glowy", gdyby je mialy) przednia czesc ciala i nadstawialy sie do glaskania. Widok bombowy!
A tutaj jestesmy pod dnem akwarium i wlasnie nad nami przeplywala wielgachna plaszczka: A tutaj mniejsza, wystawia sie, by ja dotknac:
poniedziałek, 5 maja 2008
Gdzie jest Nemo?
Autor: d o 21:03 0 komentarze
Las Robin Hooda
Skoro mieszkamy w Yorkshire, calkiem niedaleko od lasu, w ktorym grasowal (byl) Robin Hood nalezaloby odwiedzic to miejsce. Powyzej pamiatkowa fotka dziewczyn z Mama przed wejsciem do (parko -) lasu.
A w lesie tym (jak to w lesie) drzewa. Ale jakie drzewa! Wielkie, piekne, nawet szesciosetletnie deby. Jeden kolo drugiego (ponoc najwieksze skupisko tak starych debow w Europie), podparte staruszki, przegnile i wyzarte przez korniki okazy, w ktore mozna bylo wejsc i sie sfotografowac:
Taka wycieczka do lasu, to przede wszystkim odpoczynek. A prawdziwy relaks zaczyna sie wg nas od zdjecia butow i biegania boso po trawie:
Mozna rowniez polezec i sie pobyczyc, o niebieskich migdalach pomarzyc:Albo leniwie przejechac sie w wozku mlodszej siostry. Do pchania zaprzegajac Tate i Siostre:
Leniwie sie zrobilo cos, a przeciez wycieczka do lasu, to doskonala okazja, by sie powdrapywac na drzewa, powspinac i pocwiczyc podniebne ewolucje:
Po ktorym Rodzicu Emilka ma to, wydalo sie natychmiast. Mama postanowila rowniez zawisnac na drzewie i pocwiczyc przed rozpoczynajacym sie wlasnie kursem wspinaczki (bouldering po tutejszemu), na ktory to sie zapisala.
Autor: d o 21:03 0 komentarze
wtorek, 29 kwietnia 2008
O Emilce
Autor: d o 14:53 0 komentarze
niedziela, 27 kwietnia 2008
Sezon ogrodkowy rozpoczety
I uruchomilismy ogrodek! Dzieciaki wybiegly wesolo na trawe, odgrzebaly zabawki "ogrodkowe", Tata skosil trawe i zrobilo sie bardzo milo. W planach jest kupno nowego piasku do piaskownicy, zainstalowanie parasola slonecznego i odrdzewienie grilla. Trawa siegala Nineczce kolan!
Ale lezaki i krzesla ogrodowe juz wynieslimy:
Grzes obchodzil urodziny. Ktore? Niech ciekawscy policza swieczki na torcie.
Autor: d o 11:43 1 komentarze
czwartek, 24 kwietnia 2008
Czyzby?
A tak w ogole, to jaja sa z Ninka. Jak sie jej cos nie podoba, gdy czegos chce, a juz zawsze, gdy jest zmeczona, to potrafi sie tak wydrzec, ze z powatpiewaniem spogladam w przyszlosc i okres tzw. buntu dwulatka, ktory to mialam okazje przezyc (I NADAL ZYJE!), gdy Emi zblizala sie do wieku lat trzech. Co bedzie teraz?
Ze slodszych momentow naszego zycia: Ninka na kazdego psa mowi "a, a, a", co w moim rozumieniu jej jezyka znaczy "hau, hau, hau". Zawsze sie z Tata zegna "pa, pa". Potrzasa glowa na "tak". Z checia oglada ksiazeczki, a kultura masowa (tv) jej nie zajmuje wcale. Lubi dzieci i bezpardonowo zaczepia je, dotyka, glaska - najwidoczniej stanowia dla niej cos w rodzaju duzych lalek.
Autor: d o 14:52 0 komentarze
piątek, 18 kwietnia 2008
Fe nieladnie, fe klamczucha...
Autor: d o 19:09 0 komentarze
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
W weekend
Dobra kondycja przy dzieciach przydaje sie bardziej niz cokolwiek innego. Ninka spedzila caly spacer u taty na rekach. Wozka do lasu nie bralismy, z nosidla wyrosla juz dawno temu. Z noszenia na rekach (cale szczescie) jeszcze nie.
A Mama obchodzila, bardzo skromnie zreszta, swoje OSIEMNASTE urodziny. Byly piekne kwiaty, piekne prezenty i piekne inaczej "sto lat". Swieczki na torcie zdmuchnela ekspertka od tych spraw - Emi.
Autor: d o 10:46 1 komentarze
wtorek, 8 kwietnia 2008
Szukamy wiosny
Wiosenne porzadki rozpoczelismy od wyrzucenia starego wozka. Nina przesiadla sie na lekka spacerowke i od razu jej sie to nie spodobalo. Wyglada na to, ze za mala jest na maclarena - wpada w siedzenie, nogi jej zwisaja i spac sie wygodnie nie da.
Mimo, ze pojawiaja sie takie oto widoczki, to zimno jest nieziemsko:Wiec szukamy wiosny dalej. Emi wpadla w rabate zonkili (lekko juz przywiedlych) czyniac lekka demolke:
Najwazniejsze jednak, ze sie jej podobalo.
Autor: d o 23:14 0 komentarze
niedziela, 6 kwietnia 2008
spacery i ewolucje, basen i milosc do muzy
Nasze spacery ostatnimi czasy zmienily sie bardzo. I to nie tylko ze wzgledu na nadchodzaca wielkimi krokami wiosne! Bardziej ze wzgledu na chodzaca wielkimi krokami Nine! Tutaj mozemy ja zaobserwowac na placu zabaw:
A na dalszym planie Emi cwiczaca malpie wygibasy:
Odkryla w sobie (zapewne odziedziczone po rodzinie Taty) talenty plastyczne. Przylapana rano na pracy tworczej pod stolem nie dala sie zbic z tropu i tak oto pozowala do zdjecia prezentujac dzielo wykonane technika "pisak na gola skore".
A oto dowod na to, ze "czlowiek ma milosc do muzyki we krwi". Ledwo zacznie sie jako tako na nogach trzmac, a juz podryguje i potancuje w rytm muzyki:
Przeciez nikt jej czegos takiego nie uczyl (podpatrzyc tez nie miala gdzie...)
Ps. Te cholerne zeby w koncu sie przebily. Wszystkie trzy jednego dnia. Nina jest obecnie DUMNA posiadaczka zebow pieciu + jeden prawie na wierzchu.
Autor: d o 20:41 1 komentarze