Skoro mieszkamy w Yorkshire, calkiem niedaleko od lasu, w ktorym grasowal (byl) Robin Hood nalezaloby odwiedzic to miejsce. Powyzej pamiatkowa fotka dziewczyn z Mama przed wejsciem do (parko -) lasu.
A w lesie tym (jak to w lesie) drzewa. Ale jakie drzewa! Wielkie, piekne, nawet szesciosetletnie deby. Jeden kolo drugiego (ponoc najwieksze skupisko tak starych debow w Europie), podparte staruszki, przegnile i wyzarte przez korniki okazy, w ktore mozna bylo wejsc i sie sfotografowac:
Taka wycieczka do lasu, to przede wszystkim odpoczynek. A prawdziwy relaks zaczyna sie wg nas od zdjecia butow i biegania boso po trawie:
Mozna rowniez polezec i sie pobyczyc, o niebieskich migdalach pomarzyc:
Albo leniwie przejechac sie w wozku mlodszej siostry. Do pchania zaprzegajac Tate i Siostre:
Leniwie sie zrobilo cos, a przeciez wycieczka do lasu, to doskonala okazja, by sie powdrapywac na drzewa, powspinac i pocwiczyc podniebne ewolucje:
Po ktorym Rodzicu Emilka ma to, wydalo sie natychmiast. Mama postanowila rowniez zawisnac na drzewie i pocwiczyc przed rozpoczynajacym sie wlasnie kursem wspinaczki (bouldering po tutejszemu), na ktory to sie zapisala.
0 komentarze:
Prześlij komentarz