środa, 25 stycznia 2012
niedziela, 22 stycznia 2012
Zwierzatko
Bylismy dzis na spacerze, karmilismy konie marchewkami (chcialoby sie rzec: zaprzyjaznione konie, gdyz odwiedzamy je ostatnio czesto). Kupilibysmy dzieciom zwierzatko. Bardziej ogrodowe niz domowe. Szukamy. Narazie nie ma. Poczekamy na nie, znajdzie sie. I nie bedzie koniem.
Autor: d o 19:54 1 komentarze
sobota, 21 stycznia 2012
czwartek, 19 stycznia 2012
***
Nina wrocila do szkoly. Siedzenie w domu nie bardzo jej przypadlo do gustu: nuda, nuda, nuda (to cytat szanownej uczennicy). Wiec powrot do rutyny powitala z wielka ulga. Rownie niechetnie przyjela wiadomosc o piatkowym lunchu w szkole, ktory mial byc dla niej (i Emilki) czyms z zalozenia przyjemnym. Nina nie lubi zmian. Ani nowosci.
Emi niedlugo bedzie swiecila piekna dziura po gornych jedynkach. Narazie prezentuje jeszcze taki usmiech:
Autor: d o 14:24 0 komentarze
wtorek, 17 stycznia 2012
Poszly konie

W sumie to nic nowego. Ninka zdrowieje, Romek w fazie lapania pierwszych objawow. Emi zdrowa jak ryba. Klisze wywolalam, to zdjec kilka ze spaceru do lasku wklejam. Konie bardzo przypadly do gustu Ninie, ktora uwielbia zwierzeta. Roman natomiast, mam wrazenie, ze boi sie ich najbardziej na swiecie. Ale na rekach, z odpowiedniej odleglosci obserwuje i wola "koni, koni". Na spacery lazimy z siata pelna marchewek.
(Ps. Jak zobaczylam na zdjeciu, bo czlowiek takie rzeczy dopiero na zdjeciach zauwaza, wiec jak zobaczylam na zdjeciu, ze Emilka siega mi juz do piersi, to o maly wlos nie zemdlalam!)
Autor: d o 20:31 0 komentarze
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Dwojka dzieci

Chora Ninka zostala dzis w domu. Bawia sie z Romkiem w kroliczka i starego dziada. Dziadem jest - czego nie trudno sie domyslic - Roman. Role przydzielila mu siostra, bo wg niej koszula Romka jest "dziadoska".
Autor: d o 10:33 0 komentarze
sobota, 14 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012

Dzis na mocnym haju od drugiej polowy dnia. Wyszlo slonce, a ze spedzalismy czas w ogrodzie, od razu zagrzalo i wystrzelily endorfiny w ilosci niekontrolowanej. No po prostu zwariowac idzie. Roman dzis w sesji kuchennej, ale taki z niego garowy chlopak, bo ja matka gastronomiczna. Grzebie w szafach, w zmywarce, gotuje, miksuje, piecze i tylko wejsc w posiadanie noza kuchennego mu sie marzy. Zabeczany powtarza w kolko "nu, nu", co w jego - juz bardzo rozbudowanym jezyku - znaczy "noz". Czasem okresla tak tez nozyczki. Przyznajcie niewielka roznica miedzy jednym a drugim. Oba ostre i oba niedostepne.
Autor: d o 14:51 0 komentarze
wtorek, 10 stycznia 2012
Ferie lutowe zaplanowane
Autor: d o 17:34 0 komentarze
niedziela, 8 stycznia 2012
Sloneczna sobota
Zaswiecilo w sobote i zrobilo sie znacznie przyjemniej. Choinke rozebralismy, bo w styczniu straszy niczym sterta brudnych garow po posilku. W perspektywie 2 bardzo mile sprawy, ale narazie milcze dopoki nie bedzie na 100% zaklepane. Jutro pierwszy pelny tydzien szkoly i zwiazanej z nia rutyny. Ciekawa jestem, jak Nina odczuje dodatkowe 2 dni spedzone poza domem? Czy bedzie - tak samo jak Emilka w jej wieku - reagowala duzym zmeczeniem na nowy obowiazek? Piatek nastroil mnie bardzo optymistycznie: wyszla po lekcjach usmiechnieta od ucha do ucha, z wielka radoscia opowiadala o czytaniu ksiazeczki i z wielkim zapalem czytala w sobote i dzis lekture domowa. Pilna, ze az strach :-)
Emilka patrzy natomiast na siostre z mieszanina dwoch uczuc: z serdeczna poblazliwoscia, rozczuleniem jakby, ale tez z zazdroscia, ze oto Nina wkracza w swiat dostepny tylko najstarszej. Ze jest nauka, czytanie, ksiazeczki, literki, pochwaly. Do tej pory bylo to zarezerwowane dla Emi, teraz rowniez Nina jest uczennica. I chyba do tego trzeba sie kazdemu w naszym domu przyzwyczaic.
Autor: d o 22:04 0 komentarze
piątek, 6 stycznia 2012
cytat
"Dzisiaj byl fajny dzien w szkole. Ale najbardziej lubie jak ucze sie czytac ksiazki" - powiedziala Ninka tuz po wyjsciu z klasy.
Autor: d o 17:05 0 komentarze
środa, 4 stycznia 2012
Pierwszy dzien szkoly Ninki
Rano Ninka wstala cala w skowronkach, bo dzis pierwszy dzien szkoly. Ubrana w nowiutki mundurek przegladala sie co chwila w lustrze i po jej minie widac bylo, ze bardzo sie sobie podoba. Po szkole wrocila rownie zadowolona, co rano. Juz w aucie chwalila sie pierwszymi wrazeniami: "Mamo, w szkole bylo bardzo fajnie. Ani razu sie nie nudzilam!" W domu zjadla wielki talerz zupy - glodna jak wilk. A teraz spiewa nowa piosenke. Jej poczatek szkoly to tak naprawde przejscie z jednej sali do drugiej w tym samym budynku. Cala jej klasa pelna jest kolezanek z przedszkola, panie nauczycielki czesto przychodzily do jej grupy przedszkolnej, wiec znaja ja i ona je rowniez. Jedyna duza zmiana jest nauka zamiast ciaglej zabawy. No i to, ze bedzie teraz przez 5 dni w tygodniu poza domem.
Od dzis duze te moje dzieci. Ninka w mundurku spowazniala, ale tez Romek, bez kontekstu starszych siostr wiekszy, starszy, samodzielniejszy sie wydaje.
Autor: d o 18:01 0 komentarze
wtorek, 3 stycznia 2012
I po feriach

Od jutra szkola. Dla dwojki moich dziewczyn. Juz dzis wieczorem zaczely zajecia na karate.
Po tych feriach sa wypoczete, zrelaksowane, wybawione ze soba i z nami. Az milo patrzec na te szczesliwe buzinki! Nastepne wolne za jakies 6 tygodni. Odliczamy.
Autor: d o 20:02 0 komentarze
niedziela, 1 stycznia 2012
Marzenia zeszloroczne i na 12r.
Udzielil mi sie nastroj wspominkowy, wiec przegladnelam pobieznie bloga z 11 roku. I na co natrafilam? Jestem duzo dalej w odzyskiwaniu poczucia kontroli nad swoim zyciem i czasem niz bylam rok temu o tej porze. Moim najwiekszym i jedynym marzeniem bylo przespac 8 godzin bez pobudki, ciurkiem. I udalo sie. Wiecej: calkiem dobrze sypiem juz od paru tygodni (a moze to dluzej juz trwa?).
W zupelnie innym miejscu mego zycia jestem teraz. Coraz wiecej zalezy ode mnie i plany mam tez smielsze, coraz bardziej uwzgledniajace mnie w moim zyciu. Te najwazniejsze zwiazane sa z fotografia, na ktora mam nadzieje poswiecac coraz wiecej czasu i zaangazowania. Marzy mi sie miec kilka godzin dziennie na zdjecia. Bedzie tak kiedys, Romka trzeba tylko odchowac jeszcze troche, bo berbec z niego. Inna sprawa, ze bez fotografowania oraz czytania ksiazek zycie jest nieznosnie szare i jalowe, wiec tak czy siak, czy mam czas, czy nie i tak sie angazuje w powyzsze aktywnosci, ale mam marzenie, by moc tak pelna para, na caly (lub prawie caly) etat poswiecic sie swym pasjom.
Oprocz wielu arcywaznych spraw, ktore mialy miejsce w tym roku, o ktorych pisalam, badz ktore przemilczywalam, bo oczywiste sie wydaja (chocby zdrowie nas wszystkich) jeszcze o jednej... nie o jednej, o dwoch sprawach. Niby blahych. Ale waznych, chociaz inaczej. Moje 2 odkrycia: da sie zyc bez cukru. Ani herbata, ani kawa bezcukrowa nie truje! A druga sprawa, to herbata zielona. Dawniej syf nie do przelkniecia. Torturowana bym jej nie tknela. Teraz pije nalogowo. I polecam. Warto sie przelamac i ja pic. Tak wiec lamcie sie w Nowym Roku jak najczesciej. Mozna przy okazji wlasnej niekonsekwencji odkryc cos bardzo waznego.
Autor: d o 21:51 0 komentarze















